Jako nastolatka w ogóle nie przyjmowałam do wiadomości, że kiedyś wezmę ślub. Kiedy koleżanki emocjonowały się wizją sukien ślubnych i wielkiego wesela, ja największe szczęście widziałam w tak zwanym “życiu na kocią łapę”. Zawsze bardzo lubiłam koty, więc już samo określenie bardzo zbliżało mnie do idei konkubinatu. Uważałam, że instytucja małżeństwa została powołana do życia jedynie w celu ułatwienia rozliczenia podatkowego, ewentualnie też po to, żeby utrudnić ludziom rozstania, bo wszyscy wiemy, z czym kojarzą się rozwody. Formalna strona związku pomiędzy kochającymi się ludźmi nigdy nie była w moim odczuciu istotna. Nawet kiedy postanowiliśmy z partnerem rozpocząć starania o powiększenie naszego ogniska domowego o dzidziusia, wciąż nie myślałam o ślubie. Dopiero teraz, po latach, czuję, że jestem gotowa na zawarcie związku małżeńskiego. Jak widać, do wielu decyzji trzeba po prostu dojrzeć. Podstawą jest to, żeby nie robić niczego na siłę, wbrew swoim wewnętrznym przekonaniom - to jest klucz do sukcesu, droga na szczyt szczęścia. Trzeba tylko zaufać sobie, co niekiedy jest niezmiernie trudne.
projektant wnętrz Poznań | meble ekskluzywne | pościel antyalergiczna | domki ogrodowe drewniane | materac | meble stylowe | ogrzewanie | Rekuperacja Kraków